W dniu 24 czerwca Kościół obchodzi wielkie święto narodzin św. Jana Chrzciciela, któremu przypadło wyjątkowe zadanie wprowadzenia Zbawiciela w życie publiczne. Zazwyczaj Kościół obchodzi uroczystość swych świętych w dzień ich śmierci i narodzin dla nieba. Wyjątek stanowi św. Jan Chrzciciel, który uświęcony został już w łonie swej matki, Elżbiety.
Z końcem czerwca, u progu lata, odprawiano niegdyś prastare święta ku czci słońca i miłości, które pomimo rozmaitych zmian, z biegiem czasu dostosowały się do chrześcijańskiego święta narodzenia św. Jana Chrzciciela, choć Kościół nigdy nie zaaprobował tych zwyczajów, uznawanych za najbardziej pogańskie w ciągu roku.
Od dawna w Noc Kupały, czy Noc Sobótkową urządzano swoiste święto ludowe przy palącym się ogniu. Marcin z Urzędowa z końcem XVI wieku tak pisał: U nas w wilię św. Jana, niewiasty ognie paliły tańcowały śpiewały (…), tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polszcze nie chcą opuszczać, ofiarowanie z bylicy czyniąc, wieszając po domach i opasując się nią, czynią sobótki, paląc ognie, krzesząc je deskami, aby była prawie świętość diabelska… Sam Mikołaj Rej – mający na ogół wielkie zrozumienie dla zabawy i wesołości – szyderczo i niechętnie wypowiadał się o sobótkach: Dzień św. Jana bylicą się opasywać i całą noc około ognia skakać – toć też niemałe uczynki miłosierne. A tam największe czary, błędy na ten czas się dzieją.
Mimo wszystko, sobótki były bardzo popularne. Widok był to niezwykły, gdy o zmroku, jedne po drugich, zapalały się na wzgórzach i pagórkach ognie, rozbrzmiewały śpiewy, a na polanach rozpoczynały się tańce.
Z każdej wiązki przyniesionych ziół – szałwi, dziewanny, bylicy, dziurawca – dziewczęta wrzucały po jednej gałązce do ognia, by ich dym zabezpieczał je od wszelkiego złego. Resztę zabierały do domów, by pozatykać je w strzechy chat, stodół i obór. Chłopcy przeskakiwali przez ogień, wymachując rękami i wykrzykując niezrozumiałe słowa. Gdy była taka możliwość, szukano po tej zabawie stawów i rzek, by wykąpać się w wodzie. Ogień i woda to dwa żywioły oczyszczające.
Jak podaje Jan S. Bystroń w Dziejach obyczajów w dawnej Polsce, przeciwko sobótkom organizowano specjalne krucjaty, w czym przodowali jezuici. W jednej z kronik tego zakonu z 1632 roku czytamy, jak walczono z sobótką w Wałczu, woj. poznańskie: W dzień św. Jana, gdy się już dobrze było zmierzchało, wyszli niespodziewanie jezuici, w kościelne stroje ubrani, przy odgłosie dzwonów i świetle pochodni, i udali się za miasto, gdzie wzniecono ognie i płoche skoki mieszkańców przypominały dawne pogańskie obrządki. Niespodziany widok okazałej procesji i szanowanych powszechnie kapłanów wzruszył mieszkańców, którzy natychmiast rozbiegli się do domów i odtąd nieprzystojnie zaniechali zabawy.
Inną postawę zajmował w tej kwestii znany pisarz i uczony krakowski, ks. Szymon Starowolski (XVII wiek), tłumacząc w jednym z kazań, że palenie sobótek jest przypomnieniem palenia bałwanów pogańskich po przyjęciu chrześcijaństwa w naszym kraju, a tym samym, ma jak najbardziej chrześcijański rodowód.
Jednak w tych sobótkowych zabawach mało było jakiejś pobożności, śpiewano stare słowiańskie Oj Łado, Łado i o bogini, co wianki dawała,, o topielcach, rusałkach itp.
O północy, w tę jedną, jedyną noc w roku, wyruszano w las na poszukiwanie kwiatu paproci, dzięki któremu można ponoć dostrzec zaklęte, ukryte przed zwykłymi spojrzeniami skarby. Wiejskie dziewczęta szukały kwiatu paproci nie dla bogactw, ale dla znalezienia dobrego męża. Nie znajdując kwiatu tej rośliny, zrywały inne, może nie tak skutecznie działające, ale też coś warte.
Święty Jan Chrzciciel uważany był za patrona wody. Istniało powszechne przekonanie, że dopiero po św. Janie można kąpać się w rzekach bez szkody dla zdrowia, w myśl słów: Nie kąp się, póki św. Jan wody nie ochrzci. O świtaniu pławiono w świeżo ochrzczonej wodzie konie i bydło, a później przeganiano je przez żar dogasającego ogniska, aby zmora nie męczyła tych zwierząt. Czyszczono przydomowe studnie, wrzucając do nich sól poświęconą w dzień św. Agaty, żeby w wodzie nie było robactwa i nieczystości.
Co przedniejsi gospodarze 24 czerwca najmowali służbę. Na święty Jan każdy sobie pan — mówiono powszechnie, zaś parobcy, którym uprzykrzyła się służba u jednego gospodarza, śpiewali: Na świętego .Jana pozbędę się złego pana, mając nadzieję, że nowy gospodarz okaże się lepszy, a jadło będzie smaczniejsze i w obfitości.
Do zwyczajów świętojańskich należało też puszczanie wianków na wodę. Często w środku takiego wianka umieszczano świecę, takie świecące wianki na wodzie nocną porą robiły wspaniałe wrażenie. Czuwający w łodziach młodzieńcy wyławiali je. Wyłowienie wianka wróżyło szybkie małżeństwo. Zwyczaj ten przetrwał najdłużej ze wszystkich zwyczajów sobótkowych, i do dziś jest urządzany w miastach i wsiach leżących nad brzegami rzek.
Dziś zwyczaj palenia ognia w wigilię święta św. Jana zachował się zaledwie w kilku regionach kraju, w innych został przeniesiony na drugi dzień Zielonych Świąt.
Z dniem św. Jana Chrzciciela związanych jest wiele przysłów i powiedzeń: Święty Jan przynosi jagód dzban; Chrzest Jana w deszczowej wodzie, trzyma sianokosy w przeszkodzie; Kiedy się Jasio rozczuli, to go dopiero Matka Boska utuli (2 VII), a jeśli nie, to będzie beczał aż do św. Urszuli (21 X); Przed św. Janem trzeba o deszcz prosić, a po św. Janie i sam będzie rosić; W święty Jan gdy deszcze pluszczą, to się orzechy wyłuszczą; Święty Jan jabłka chrzci, św. Jan żołądź sadzi; Święty Jan wielki pan, bo dzień ma najdłuższy stan; Kiedy z Janem przyjdą deszcze, to sześć niedziel kropi jeszcze; Po świętym Janie nie będziesz chodził w kożuchu, baranie, pójdą twoje włoski pannom na pończoszki (w tym dniu zwyczajowo strzyżono owce); Zbieraj rumianek, bo już święty Janek. Kukułka o tej porze milknie, więc mówiono: Święty Janie, głuchy na kukanie.
Czerwiec, 2004


