HISTORIA TO TEŻ CMENTARZE

W 1945 r. wycieńczeni polscy uchodźcy, którzy dotarli do Libanu poprzez Iran gdzie wielu zmarło na skutek niedożywienia, chorób oraz niewolniczej pracy w czasie pobytu na syberyjskiej „nieludzkiej ziemi”, zostali objęci troskliwą opieką Polskiego Poselstwa. W Libanie śmiertelność wśród Polonii już nie przekraczała zwykłej miary. Zmarłych chowano pierwotnie na cmentarzach miejscowości, w których zamieszkiwali. Latem 1946 roku z inicjatywy pana Kocupera, dekanat polski przystąpił do utworzenia własnego polskiego cmentarza. Polskie władze zwróciły się o pomoc do Rządu Libańskiego oraz władz miasta Bejrutu. Pismem z dnia 24 czerwca 1947 roku libańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zawiadomiło nasze Poselstwo, że oddaje Polakom część swego cmentarza.

Teren przylegał do francuskiego cmentarza wojskowego, znajdował się na skraju miasta pod gajem piniowym i otoczony był murem. Został urządzony skromnie ale z pietyzmem. Wydzielony murem, przecinał go chodnik. W środkowej części powstał placyk, na którym postawiono krzyż a 103 groby umieszczono symetrycznie w dwóch rzędach po obu stronach prowadzącej do krzyża alejki. Każdy grób zawierał płytę z nazwiskiem i datą śmierci.

Po opuszczeniu Libanu przez uchodźców latem 1950r. cmentarzem nadal opiekował się Komitet pod przewodnictwem ks. Kantaka. Taka sytuacja trwała do wybuchu wojny domowej w Libanie w 1975 roku. Cmentarz znalazł się tuż przy „zielonej linii” dzielącej Bejrut i w wyniku bombardowań uległ kompletnemu zniszczeniu. Zburzony, zaśmiecony, a przede wszystkim niedostępny – tak przetrwał wojnę i po jej zakończeniu wymagał całkowitego remontu. Powstał Komitet Cmentarny, tym razem już bez zmarłego w 1976 roku ks. Kantaka. Odbudowa była możliwa tylko dzięki dotacjom Polonii, w tym byłych polskich uchodźców, napływającym z Wielkiej Brytanii, Francji oraz Kanady i USA. Do opieki nad cmentarzem włączyła się też aktywnie „Wspólnota Polska w Libanie”, która od 1 listopada 1992 roku przejęła nad nim całkowitą opiekę. Rokrocznie w Święto Zmarłych organizowana jest msza święta, zapalane są znicze, a groby przyozdabiane wiązankami kwiatów w barwach narodowych. Obecny wygląd cmentarza nie odbiega znacznie od tego, jaki istniał przed wojną domową. Wykonano tylko dodatkowe remonty. W 2003 roku wymieniono stojący w centralnej części cmentarza krzyż na pomnik, zaprojektowany przez współpracującego ze Zgromadzeniem Księży Salezjanów włoskiego architekta Graziano Romaldi, z wyrytą w kamieniu mapą Polski. Nie bez znaczenia jest również pomoc Polskiego Kontyngentu Wojskowego, działającego w ramach UNIFIL w Libanie. Rokrocznie żołnierze pomagają w porządkowaniu tego miejsca. W ostatnich latach również Ambasada RP ma ogromny udział w pracach. Cmentarz odwiedzają Polacy mieszkający w Libanie, ale również turyści z Polski. Obecnie spoczywa tu 125 zmarłych, w ogromnej większości są to uchodźcy z okresu II wojny światowej, ludzie znani nam tylko z imienia i nazwiska. Osoby, o których możemy powiedzieć więcej to ksiądz Kamil Kantak, artysta malarz Bolesław Baake oraz architekt Karol Schayer. Z sylwetką ks.Kantaka zapoznali się Państwo w osobnym artykule dotyczącym polskiego duszpasterstwa.

Bolesław Baake

Autoportret artysty

Twórczość Bolesława Baake (1905 – 1963) do dziś pozostaje mało znana. Sprawiły to koleje jego życia. Urodzony w Kijowie w roku 1905 studiował malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w

Warszawie w latach 1928 – 1934 w pracowni prof. Tadeusza Pruszkowskiego. Jak było w zwyczaju tej pracowni, podczas studiów był uczestnikiem letnich plenerów w Kazimierzu nad Wisłą. Po studiach został asystentem w Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni swojego profesora. Malarstwo Baake tamtych lat to przede wszystkim pejzaże, ale także portrety, pełne światła i delikatnie tonowanej barwy.

Jego przedwojenna twórczość ocalała w niewielkim stopniu, większość dzieł uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej, która zmieniła również losy artysty. Wywieziony na Syberię, zdołał się stamtąd wydostać wraz z armią generała Andersa. Przez Persję dotarł do Libanu jesienią 1945 roku, gdzie pozostał do końca życia. Mimo postępującej gruźlicy nie zaprzestał działalności artystycznej. Malował, tak jak wcześniej, głównie pejzaże i portrety. W roku 1947 roku Wydział Oświaty Polskiego Poselstwa zorganizował Polską Szkołę Malarstwa i Rysunku pod kierownictwem prof. Baake. Szkoła skupiała 11 uczniów i istniała do ostatecznego wyjazdu Polaków z Libanu w lipcu 1950 roku. Prof. Baake miał własną wystawę latem 1951 roku w lokalu Klubu Libańsko-Syryjskiego w Bejrucie, wystawił 40 płócien – portretów, pejzaży, kwiatów itp. Prezentacja wywołała żywą reakcję krytyki i publiczności oraz została pochlebnie oceniona przez prasę. Artysta był chyba jedynym polskim pisarzem i krytykiem malarstwa w Libanie. Napisał wiele artykułów w tutejszych pismach polskich, omawiając w nich malarstwo polskie, francuskie i libańskie. Część swojego dorobku postanowił przekazać do Polski. Wykonanie swojej ostatniej woli powierzył żonie, zaś po jej śmierci dzieła tego dopełnił p. Jousef Boutros Kmaty, drugi mąż wdowy po artyście. Stało się to możliwe dzięki wielkiemu osobistemu zaangażowaniu byłego ambasadora Rzeczpospolitej Polskiej w Libanie – p. Tadeusza Strulaka. Ostatecznie, trzydzieści pięć prac Bolesława Baake znalazło się w Kazimierzu Dolnym, miasteczku młodości malarza. Uroczystego przekazania spuścizny artystycznej do Muzeum Nadwiślańskiego dokonał w dniu 29 sierpnia 2002 roku minister Włodzimierz Cimoszewicz.

Karol Schayer

Urodzony w 1900 roku i dyplomowany na Politechnice Lwowskiej Karol Schayer od roku 1927 pracował na Śląsku.

Zaprojektował tam wiele szkół, budynków mieszkalnych oraz przebudował ratusz w Chorzowie. Ukoronowaniem jego pracy był budynek Muzeum Śląskiego, który miał stać się symbolem polskości Śląska. Niestety w 1941 roku Niemcy rozebrali budynek do fundamentów. Polska literatura uśmierciła Schayera, podając, że zginął w czasie wojny. Tymczasem, jak wielu innych, tułał się po Europie i Azji, by wreszcie poprzez Palestynę w kwietniu 1945 roku dotrzeć do Bejrutu i tu osiąść na stałe. Pan Schayer rozpoczął pracę w libańskiej firmie budowlanej, a po jej upadku utworzył własną spółkę. Początkowo projektował stacje elektryczne i sklepy. Dopiero od chwili zwycięstwa w konkursie na projekt Klubu Alumnów uniwersytetu amerykańskiego, jego kariera rozkwitła. Ważnym dziełem była też budowa siedziby spółki Kadicha wraz z całym urządzeniem w Tripoli. W 1970 roku po raz kolejny zmuszony był zmienić kraj zamieszkania. Wyjechał wraz z żoną do Stanów Zjednoczonych, gdzie w 1971 roku zmarł i zgodnie z jego ostatnią wolą został pochowany na cmentarzu polskim w Bejrucie.

Hanna Ordonówna

Naprawdę nazywała się Maria Anna Pietruszyńska. Urodziła się w 1902 roku w domu warszawskiego kolejarza. Gdyby nie bieda, prawdopodobnie nie zetknęłaby się ze sceną. Miała 16 lat, kiedy dostała pracę w kabarecie „Sfinks”. Tańczyła i śpiewała w Lublinie, Krakowie, Wilnie, Lwowie, by w 1922 roku trafić do „Qui Pro Quo”, najlepszego polskiego kabaretu. Teksty dla niej pisali: Julian Tuwim, Marian Hemar, Konstanty Ildefons Gałczyński. Wyszła za mąż za hrabiego Michała Tyszkiewicza.

Wojna przeznaczyła jej zupełnie odmienną, bohaterską rolę. Artystka wyjechała do Wilna. Po zajęciu miasta przez Rosjan, NKWD aresztowało Michała Tyszkiewicza. Niebawem sama Ordonka trafiła do łagru w Uzbekistanie. Jak tysiące Polaków – za „bezpaństwowość’. Głód i ciężka praca przy budowie szosy nadszarpnęły jej zdrowie. Opuściła łagier dopiero na skutek porozumienia z rządem Sikorskiego i jak wielu Polaków udała się do organizowanej przez generała Andersa polskiej armii. Jako kierowniczka sierocińca (pod opieką miała dwieście dzieci) uzyskała wreszcie zgodę od Czerwonego Krzyża i mogła wysłać swoich podopiecznych do bezpiecznych wtedy Indii. Ordonówna pisała – piosenki, wiersze, wspomnienia. Jej zbiór opowiadań „Tułacze dzieci”, wydany w Bejrucie pod pseudonimem Weronika Hart, to szkice z przeżyć od ZSSR po Indie, gdzie po wyzwoleniu z więzienia bolszewickiego opiekowała się bezdomnymi i osieroconymi polskimi dziećmi.

Ostatnie lata życia, mimo choroby (odnowiła się zaleczona przed wojną gruźlica), przeżyła bardzo intensywnie. Działała społecznie, koncertowała i pisała. Musiała opuścić Indie i swoje „tułacze” dzieci, które uratowała od śmierci. Wyjechała do Hajfy, a potem do Jerozolimy. Lekarze zalecili jej pobyt w łagodnym klimacie. W październiku 1945 roku przyjechała z Jerozolimy do Bejrutu.

Nie mogła śpiewać więc malowała, w czym przejawiał się jej temperament artystyczny. Malować zaczęła, popychana jakąś wewnętrzną potrzebą. Można odnieść wrażenie, że talent jej, pozbawiony sceny, znajdował ujście w przedstawianiu świata rysunkiem i kolorem. Zaczęło się od rysowania główek węglem na podłodze, następnie były płótna, akwarele, pastele, obrazy olejne. W Polsce akwarele Ordonówny po raz pierwszy pokazano w 1990r. na wystawie w warszawskim Muzeum Teatralnym. Pod koniec życia była tak wycieńczona chorobą, że nie miała już sił, by osobiście odebrać wysokie odznaczenie państwowe, przyznane jej przez prezydenta Libanu. Zmarła w 1950 roku w Bejrucie. W 1990r., mimo toczących się walk na Bliskim Wschodzie, a przede wszystkim dzięki zaangażowaniu Jerzego Waldorffa, jej prochy sprowadzono do kraju. Spoczęła na warszawskich Powązkach.

Na cmentarzu polskim w Bejrucie, w miejscu jej pierwszego pochówku umieszczono tablicę, poświęconą pamięci artystki.

Anna Zaleska-Saleh

Beirut, 2006