NIEZWYKŁE SPOTKANIE – Wizyta Jana Pawła II

Stało się…. Liban walczący o pokój zobaczył w dniach 11-12 maja 1997 roku Papieża Pokoju, tego, który nigdy nie zwątpił w siłę nadziei i wiary. To były historyczne godziny wypełnione modlitwą, słowem i spotkaniami z przedstawicielami władz państwowych, kościelnych a przede wszystkim z całą rzeszą pielgrzymów, którzy w spotkaniu z Janem Pawłem II poszukiwali samych siebie, swojej tożsamości i wiary w to, że ich ojczyzna może być wolna. Nikt przecież nie może być szczęśliwy w oderwaniu od innych.

Wizyta Papieża w Libanie była znakiem rodzących się przemian i jednocześnie potwierdzeniem, że naród libański może liczyć na niego, że będzie mówić w imieniu tych, którzy nie mogą mówić, będzie mówić do nich i za nich. W swoich przemówieniach Jan Paweł II przekonywał o wielkiej potrzebie poszanowania praw człowieka, zwracał uwagę na to, iż każdy z nas potrzebuje czuć się jak w domu, u siebie razem tworząc wspólne dobro. Życzył Libańczykom, by w tym marszu do wolności tworzyli społeczeństwo demokratyczne i niepodległe, by Liban zaczął znowu oddychać. W czasie wspólnej Mszy Świętej, niespotykanego wydarzenia w historii Libanu, wszyscy zgromadzili się w imię Jezusa, by stać się silniejszymi wiarą. Przedstawiciele różnych wspólnot chrześcijańskich, władze państwowe, wierni modlili się wraz z Janem Pawłem II o pokój i rozwiązanie wszelkich trudnych spraw Bliskiego Wschodu. Był to niewątpliwie moment wyzwalania się ogromnej pozytywnej energii ludzkiej solidarności i przebaczenia. Polskim akcentem w tej uroczystości była procesja z darami, w której uczestniczyli Państwo Cezar Helou z małżonką Agnieszką, Polką. W październiku 1983 roku to właśnie Jan Paweł II błogosławił ich związek małżeński w Rzymie w Bazylice św. Piotra. Spotkanie po latach, które zostawiło trwały ślad w sercach uczestników.

Podczas tej historycznej Mszy bardzo ważne słowa padły z ust Patriarchy Maronitów Kardynała Nasrallah Boutros Sfeir: „Twoja obecność między nami, Ojcze Święty, jest aktem wiary w naszej ojczyźnie. Jest dodaniem odwagi tym, którzy uciekli i odrzucają możliwość powrotu Jest dla nas ukojeniem. Nigdy nie przestałeś pytać o nasze sprawy, dzięki Tobie pomoc humanitarna spieszyła nam z pomocą, uwrażliwiałeś kościół powszechny na problemy Libanu, modliłeś się i modlisz się za nas…”

Na szczególną uwagę zasługuje spotkanie Papieża Jana Pawła II z młodzieżą w Sanktuarium Notre Dame de Liban na Harisie. To miejsce jest dla Libańczyków tak samo ważne jak Jasna Góra w Częstochowie dla Polaków. Sanktuarium Maryjne na Harisie powstało w 1904 roku, w 50-tą rocznicę ogłoszenia przez papieża Piusa X dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Marii Panny. Tutaj każdy Libańczyk, i nie tylko czuje się wysłuchany. Wiele opisów uzdrowień znajduje się w kronikach Sanktuarium. Każdego dnia wierni różnych wyznań gromadzili się i gromadzą się do dziś w tym narodowym Sanktuarium Libanu, gdzie szukają nadziei, wiary i miłości, by odejść stąd po prostu lepsi. I właśnie tutaj Jan Paweł II zgromadził całą młodzież Libanu. To było prawdziwe święto młodości i radości. Wspólna modlitwa i dialog były okazją do umocnienia wiary tysięcy młodych ludzie zebranych na wzgórzach Harisy. Świadectwo, jakie dała młodzież, uświadomiła po raz kolejny Janowi Pawłowi II fakt, jak wiele złych śladów pozostawia wojna i jak bardzo ważne jest pojednanie.

Dowodem na to jak bardzo ważne było to spotkanie na Harisie były ciągle przypominane słowa dwóch uczniów idących do Emaus: „Panie zostań z nami, bo ma się już ku wieczorowi…” Młodzież chciała jak najdłużej zatrzymać przy sobie Papieża, Ojca, Przyjaciela, Kogoś bardzo bliskiego, Kogoś kto stoi po ich stronie i nie boi się dodawać im odwagi wobec trudnych wyborów życiowych. Mówił im, że mają przygotować Liban „na jutro”, żeby kraj ten stał się jednym narodem z całym bogactwem kultury, tradycji i ducha. Jeśli zdecydują się pójść za Chrystusem, On pokaże im drogę życia chrześcijańskiego. Osoba Chrystusa, który powierza siebie Ojcu jest przykładem zaufania Bogu, który przygotował nam wielkie rzeczy. „Jesteście bogactwem Libanu” – powtarzał Jan Paweł II.

Harisa, a dokładniej Nuncjatura Apostolska, była też miejscem spotkania Papieża Jana Pawła II z przedstawicielami Polonii libańskiej. Tu oddaję głos uczestnikom tego wyjątkowego spotkania: …”Dziewiąty maj 1997r. Jest to jedna z ważniejszych dat w moim życiu. W tym dniu mogłam stanąć twarzą w twarz z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. W salonie nuncjusza papieskiego na Harisie czekała grupka ludzi na spotkanie z papieżem. Panowała atmosfera powagi i lekkiego napięcia, które udzieliło się również i mnie. To napięcie, a jednocześnie niezrozumiały strach połączony z radością, stawał się uciążliwy w oczekiwaniu na tego wielkiego człowieka.

Otworzyły się drzwi i stanął przed nami sędziwy a zarazem uroczy staruszek. Jego jasna i delikatna skóra sprawiała wrażenie niemowlęcej, a ciepło i pogoda ducha bijąca z wnętrza rozsiewała blask wokół jego osoby. Podeszłam do Jego Świątobliwości, pochylona pocałowałam pierścień z relikwią św.

Wtedy on wziął moją rękę w swoje obie dłonie, spojrzał i z ojcowskim spokojem zapytał o moją rodzinę, dziwiąc się dlaczego mój mąż i moje dzieci nie przyjechały ze mną. W jednej chwili trema i podminowanie, które mi towarzyszyło, spłynęło po mnie jak deszcz po szybie, choć samo pytanie wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Bo jak wytłumaczyć Jego Świątobliwości, ile przeszkód trzeba było pokonać, aby mogło dojść do tego spotkania. I jak bardzo serce by się radowało gdybym mogła być ze swoją rodziną. Po krótkiej wymianie zdań i błogosławieństwie Ojca Św., poczułam ogromną radość. Odniosłam wrażenie, jak gdybym rozmawiała z bardzo bliską mi osobą, znającą mnie od wielu lat. Długo potem zastanawiałam się nad fenomenem i charyzmą papieża Polaka, który poprzez bezgraniczną miłość do Boga potrafił zjednać sobie miliony ludzkich serc.” – Izabella Karczewska-Ayat.

Spotkanie Papieża z polkami

„Staliśmy w salonie, kiedy wszedł tam Ojciec Święty. Podchodził do każdego i rozmawiał z nami. Kiedy podszedł do mnie, wziął moją rękę w swoje dłonie i patrząc mi w oczy zapytał: „Czy pani wyszła za mąż za Libańczyka?” Potwierdziłam. Wtedy zapytał: „Czy Libańczycy są dobrymi mężami?” Czułam, że pyta z troski o nas, o te polskie dziewczyny, które zostawiły swoje rodziny, swoją ojczyznę i wyjechały za mężem do obcego, dalekiego kraju… Papież wiedział, jakie to trudne.

Dlatego pytał, chciał wiedzieć jako ten nasz troskliwy Ojciec czy jest nam tu dobrze, czy ci nasi arabscy mężowie są dla nas dobrymi mężami? Później, kiedy o tym myślałam, cieszyłam się, że mogłam powiedzieć prawdę, że mój mąż jest dobrym człowiekiem i dobrze mi się żyje w Libanie. Bardzo chciałabym, aby wszystkie Polki mogły powiedzieć to samo, ufam jednak, znając trochę tutejszą Polonię, że większość Polek nie może narzekać. Chyba wtedy udało mi się uspokoić Ojca Świętego.” – Aldona Kamieńska – Achcar

„Nie sposób w kilku tylko słowach opisać znajomość z tak Wielkim Człowiekiem. Znajomość, która była dla nas darem otrzymywanym przez wiele lat.

Kiedy w lipcu 1983 roku, realizując pomysł mojego libańskiego narzeczonego, pisałam list do Papieża Jana Pawła II prosząc o udzielenie nam Sakramentu Małżeństwa, myślałam, że ślub odbędzie się w zaciszu prywatnej kaplicy papieskiej, podczas jednej z codziennie odprawianych przez niego mszy.

Wręczanie darów przez rodzinę Helou

Wręczanie darów przez rodzinę Helou

Ale dar był większy…

Przysięgę małżeńską składaliśmy klęcząc przed Janem Pawłem II, siedzącym przed głównym ołtarzem nad kryptą, gdzie jest pochowany Św. Piotr.

To był jeszcze jeden symbol…

A kiedy w 1997 roku Jan Paweł II przyjechał do Libanu i 11-go maja celebrował mszę w bejruckim porcie, wraz z naszymi dziećmi nieśliśmy Mu dary mszalne. To było bardzo wzruszające, z jakim zainteresowaniem Ojciec Święty rozmawiał z dziećmi. Mieliśmy wrażenie, że wszystko się zatrzymało – msza i ten tłum wiernych za naszymi plecami – byliśmy tylko my i Papież. To był kolejny radosny dar, niezapomniany dla nas i naszych dzieci. Każdy, kto miał kiedyś szczęście spotkać się z Ojcem Świętym wie, że jest to moment wyjątkowy, gdyż Jan Paweł II szczególną troską otaczał swojego rozmówcę, ze specjalną uwagą słuchał i patrzył, a w jego oczach można było zauważyć bezmiar miłości… Dla niego każdy był ważny. Żadnego listu nie zostawiał bez odpowiedzi. I to budziło najgłębsze wzruszenie i wdzięczność. Pozostawił nam ogromny spadek – swoje nauki, na wiele jeszcze lat medytacji”- Agnieszka i Cesar Helou.

Niewątpliwie wizyta i obecność papieża Jana Pawła II w Libanie dodała dużo nadziei i sił jego mieszkańcom. Osobowość Namiestnika Chrystusa pomogła zrozumieć, iż Ewangelia jest słowem wypełnionym troską Boga o Człowieka, i dlatego Jan Paweł II jako głosiciel tegoż Słowa nie mógł nie przyjechać, nie mógł zostawić Libańczyków samych, w rozpaczy i bezradności. Jego przyjazd to nie tylko oficjalna wizyta, ale także, a może przede wszystkim spotkanie z przyjaciółmi, którzy znaleźli się w potrzebie, którzy potrzebowali zrozumienia ich sytuacji, by mówił do nich i za nich, by byli słyszani z ich bólem, rozdarciem wewnętrznym. Liban potrzebował nadziei, że nie wszystko stracone i papież Jan Paweł II tę nadzieję umocnił i uczynił jeszcze coś… , pomógł Libańczykom na nowo uwierzyć w Boga i Drugiego Człowieka…

o.Paweł Kurysz OFM Cap

Beirut, 2006