IDEALNY DIALOG MUZYKÓW

Miłość i współistnienie. Właśnie wokół tych pojęć odbyły się w Bejrucie trzydniowe warsztaty, nowatorski projekt łączący różne kultury i muzyków z Polski i Libanu. Inteligentny melanż inspiracji muzycznych w sosie improwizacji zachwycał w klubach EM Chill i Zico House, 16 i 17 marca br.

Fot: Rita Kamal

W mrocznej, rozświetlonej jedynie czerwonym światłem sali EM Chill na Mar Mikhael (w centrum Bejrutu) artyści reprezentujący różne nurty muzyczne wykonują przed liczną widownią muzykę z daleka. Tylko dokładnie skąd? Trudno precyzyjnie zdefiniować jej pochodzenie. Wpływy liryczne, arabskie, klasyczne europejskie z wyraźnym rejestrem strun, barokowe, celtyckie, hiszpańskie w improwizacjach gitarowych, etniczne w swoich rytmach, tradycyjne dzięki melodiom tańców ludowych, powtarzanych chóralnie przez ekipę polskiej Ambasady. Wielokulturowa muzyka z jednej strony kołysana śpiewem alikwotowym (tradycje szamańskie) akcentowana głosami arabskimi, polskimi, śpiewana, recytowana, w której artyści prowadzą dialog za pośrednictwem wierszy polskich noblistów, przetłumaczonych na tę okazję przez Hatifa Janabi. W partyturze tego nietypowego dzieła muzycznego każdy ma swoje miejsce.

„Każdy artysta wyraża się na swój sposób, zwraca uwagę Maria Pomianowska. Tworzymy przez improwizację; każdy wnosi swój osobisty akcent”.

I rzeczywiście nie chodzi tylko o libańsko- polskie spotkanie. Bassem Deaibés, lider heavymetalowej grupy Blaakyum zmienia się na tę okazję w pieśniarza poezji arabskiej i udowadnia, że muzyka metalowa,

„to nie tylko hałas. Często umyka fakt, że jesteśmy bardzo dobrymi muzykami, podkreśla Deaibés. Zawsze fascynowała mnie muzyka ludowa i improwizacja. Maria oferuje nam czyste doświadczenie muzyczne”.

Adel Harb, gitarzysta i wykonawca flamenco, Johnny Girges, eklektyczny gitarzysta muzyki elektronicznej oraz dwóch perkusistów, Ara Serefian i Ali Hout, którzy doskonale opanowali wszystkie instrumenty rytmiczne, kompletują libański wkład w to doświadczenie. Jeżeli chodzi o Marię Pomianowską i Barta Palygę, którzy przybyli z Polski, w błyskotliwy sposób grają na tradycyjnych instrumentach z Europy Wschodniej, które sami odtworzyli.

„Jedyny sposób, żeby odrodzić muzykę tradycyjną to jej improwizacja i nadanie jej nowego kształtu”, zauważa Pomianowska.

Polska artystka nie boi się wyzwania. Pierwsza kobieta, która uzyskała prawo nauki gry na hinduskiej sarangy, spędziła pięć lat na japońskim dworze cesarskim jako muzyk cesarzowej. Entuzjastka muzyki etnicznej, od dwudziestu lat interesuje się łączeniem różnych nurtów muzycznych, w tym przenikaniem się muzyki nowoczesnej i tradycyjnej. „To moja natura. Lubię wykorzystywać uniwersalny język muzyki, żeby prowadzić dialog. Są między nami różnice, ale zawsze także punkty wspólne”. Pomysłodawczyni projektu to Marta Górska, polska dziennikarka kulturalna.

„Pierwszy raz kiedy przyjechałam do Bejrutu, zauważyłam, że wielu artystów nie ma miejsca do grania. Dokładnie tak samo jest w Polsce. Trzeba było połączyć dwie kultury i stworzyć takie nowatorskie wydarzenie. Sposób, żeby pokazać, iż tradycyjna muzyka europejska nie jest tylko ograniczona tradycją. Najważniejsze, żeby podkreślić co można zrobić razem. Każdy artysta, jeśli tylko ma pasję i jest otwarty na sztukę nie będzie miał problemu z komunikacją i współpracą. Dokładnie to co robią teraz muzycy libańscy, którzy bardzo poważnie podchodzą do projektu. Jeszcze nigdy nie się spoźnili na próby”, dodaje z uśmiechem.

Maria Pomianowska jest przyzwyczajona do tego typu spektakli. To spod jej pióra wyszło ponad dziesięć kompozycji wykonywanych podczas dwóch koncertów.

„Tworzymy nową jakość dzwięku. To jest coś więcej niż zwykłe spotkanie muzyczne. Dzielimy się doświadczeniami, rozmawiamy o naszych kulturach. Na przykład śpiewana dzisiaj poezja dotyczy uniwersalnych problemów ludzkich. Chciałabym, żeby publiczność zrozmiała, że nawet jeśli muzyka nie jest podobna do jej własnej, to powinnyśmy się komunikować i zrozumieć. Bo to jest istotne”.

Oczy zamknięte, w idealnej harmonii, muzycy prowadzą dialog ze sobą, a widzowie się nie mylą. Koncert kończy się gromkimi brawami.

Delphine Darmency, L’Hebdo Magazine, 23 marca 2012r. Tł: MZS

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.